Porażki wychowawcze

Post z dedykacją dla wszystkich od uwag "będziesz miała własne, to zobaczymy".

Szukałam ostatnio w głowie czy jest coś takiego, co mówiłam, że "ja tak z dzieckiem nie będę postępować" i mimo najszczerszych chęci znalazłam tylko dwie kwestie, a i te nie tak na 100%.

Serio. Nie znalazłam. Wszystko co planowałam robić - robię. Czego planowałam nie robić - nie robię lub szybko przywracam się do pionu.

Są tylko dwie rzeczy, które mnie pokonują.

1.Smoczek

Powtarzałam, że po 1 roku życia będę chciała zabrać dziecku smoczek.
Finał jest taki, że to ojciec dziecka i żłobek sobie z tym radzą, a ja nieszczególnie bo widzę, że dziecko ma swoje tempo i często dopomina sie o smoczek na 2-3 minuty po czym samo je oddaje.

Finał jest taki...że przestało mi zależeć. Potrafi się uspokoić z nim jak i bez niego, spanie bez smoczka jest rzadkie a zęby rosną równo.

Zmodyfikowałam więc zasadę na taką: smoczek dawać na końcu lub kiedy dziecko ewidentnie chce, bo go nie nadużywa.

2.Odżywiać tak, jak jemy sami w domu.

...a dziecku na to powróciła alergia na białka mleka. Przy czym nie tyle powróciła, co pozornie wydawało się, iż z niej wyrosła aż któregoś dnia zaczęły się sensacje żoładkowe które minęły dopiero po usunięciu tegoż z diety. Jednocześnie odkryłam, jak ładną dziecko może mieć cerę. Nie zdawaliśmy sobie sprawy, na ile ją pogarszały sery, jogurty czy mleko.

I teraz jest problem. Bo na śniadanie już nie może być kanapek z pastami z twarogu i owocow/warzyw, tylko ew. same pasty warzywne z chlebem. Na drugie już dawać jej ukochanego jogurtu greckiego, tylko.... no właśnie nie mam pomysłu co mogę dawać. Na jem od zawsze nabiał a mąż nie je II śniadania w ogóle.
Obiady są ok, za to podwieczorki mieliśmy zawsze słodkie i niepedagogicznie mi, kiedy mamy jeść ciasto a dziecko wsuwać owoce. Trzeba się nakombinować żeby kupić takie bez mleka czy masła albo stać i piec samemu.
Kolacja to kaszki róznego rodzaju na Nutramigenie, ktory znowu zagościł w naszej kuchni jako uzupełnienie produktów mlecznych. Napoje sojowe lekarz na dłuższą metę odradził.

Także oswajam się z nowym menu.

---

A co poza tym? Czasami brakuje mi chęci. cierpliwości lub paru godzin snu, przez co kusi pójście po najmniejszej linii oporu. Może bajka w tv a nie zabawianie? Albo karmić słodkim i kaszkami przez cały dzień, przynajmniej mam pewność, że wszystko zje a nie będzie sceptycznego dziabania palcem w kotlecik? Albo poudaje jeszcze, że nie słyszę ewidentnego wybudzenia się, tylko pośpie jeszcze pięć minut... A te nózki naprawdę musi mieć do przodu, nie może sobie posiedzieć na piętach? I może posprzątam za nią, będzie szybciej...

Na szczęście do pionu prędko przywraca mnie wizja tego, jak się skończy odpuszczanie w każdym temacie, byleby tylko wrócić do strefy komfortu.

I jakoś to leci :)


Anna

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Instagram